lutego 09, 2016

Cesarka - nie jestem gorsza! Moja historia.

Jakiś czas temu w Internecie był niezły szum na temat cesarskiego cięcia. Pisane było, że "cesarka" to nie poród. Jak więc ma się czuć kobieta, która taką cesarkę musi mieć nie z chęci, a z musu. Również można było przeczytać, że taka kobieta nie jest, nie tyle co gorsza, ale nie wie co to poród, ponieważ dziecko jej "wyciągnięto". Moje zdanie jest zupełnie inne. Miałam cesarskie cięcie i się z tym nie kryję. Czuje się stu procentową mamą, która URODZIŁA DZIECKO poprzez cesarskie cięcie. Pomimo, iż dziecko mi "wyciągnięto" cesarkę uważam za poród, ponieważ w mojej sytuacji uratowała ona moje dziecko.
Zaczynając od początku:
2 tygodnie do terminu porodu. Godzina 21, zaczyna boleć mnie dziąsło, gorączka wzrosła do 39 stopni. Co zrobiłam? Telefon prywatny do lekarza. Pan Doktor kazał się nie martwić, wziąć Paracetamol, zimny okład i leżeć w łóżku. Na drugi dzień znów to samo, z tym że ból dziąsła jeszcze większy. Dodatkowo poczułam lekkie bóle jak przy miesiączce. Ponownie wykonałam w godzinie wieczornej telefon do lekarza. Pan Doktor kazał przyjechać do szpitala. Do rodzenia wybrałam nowy Szpital Malarkiewicz w Olsztynie. Miesiąc wcześniej byłam oglądać szpital, poznać personel i dowiedzieć się wszystkiego co może być podczas porodu. Około godziny 22 trafiłam do szpitala, gdzie czekał już na mnie personel. Okazało się, że mam już początkowe skurcze co 15 minut. Noc była straszna, pielęgniarki cały czas zmieniały mi kroplówki ze środkami przeciwbólowymi i przeciwgorączkowymi oraz zmieniały morką od potu pościel. Rano mój lekarz prowadzący zdecydował o przewiezieniu mnie do Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie, ponieważ z badań okazało się, że mam infekcję, a w Szpitalu Malarkiewicz nie było wtedy patologii ciąży. W Szpitalu Wojewódzkim zrobiono mi wszystkie badania. Okazało się, że gorączka, cały czas będące skurcze co 15 minut są wynikiem........Rosnącej ÓSEMKI. Również infekcja, którą wykryli lekarze była od przedzierającej się przez dziąsło ósemki. Lekarze z braku powiększającego się rozwarcia podłączyli mi wieczorem kroplówkę na wywołanie skurczy porodowych. Całą noc w zasadzie spokojnie przespałam czując dalej co 15 minut skurcze. Rano okazało się, że kroplówka nic nie dała, nie ma większego rozwarcia, braku postępu porodu, a infekcja się poszerza. Lekarze postanowili zrobić mi badanie koloru wód płodowych - bardzo bolesne, jednakże wody okazały się w normie. Ze względu iż jestem osobą szczupłą postanowili specjalnym przyrządem zmierzyć mi miednicę. Badanie wykazało, że moje ciało nie jest w stanie urodzić żadnego dziecka naturalnie. Niestety moja miednica jest zbyt mała, przez co poprzez poród naturalny mogłoby dojść do komplikacji. Brak postępu porodu oraz wielkość miednicy zadecydowało o zrobieniu cesarskiego cięcia. 2 Godziny później byłam już na bloku. Podczas cesarskiego cięcia okazało się, że wody miałam już od infekcji zielone, prze co mogła stać się tragedia. Kubuś urodził się zdrowy, a ja byłam szczęśliwa. Nie czuję się ani trochę gorsza. Nie czułabym się gorsza nawet jeżeli cesarskie cięcie byłoby z mojego chcenia. Dziewczyny każdy poród jest indywidualny, a cesarskie cięcie jest po to, aby pomóc. Traktujcie to tak jak ja, czyli jak poród. Jestem dumna z tego, że mam cudowne dziecko, a nie w jaki sposób przyszedł na świat. Życzę Wam szczęśliwych rozwiązań.
Copyright © 2016 Mama i Syn Zgrany Team , Blogger