środa, 30 kwietnia 2014

Mój pierwszy raz - WINDSURFING ...


            Uwielbiam chodzić na wszelkiego rodzaju imprezy, eventy, pikniki.  Lubie być tam, gdzie są ludzie, fajne zajawki i rodzinne imprezy.  Każdy event, na jaki chciałabym się wybrać sprawdzam. Tj: co się będzie działo, czy znajdę coś dla siebie.
              Mega  okazała się impreza Hangloose & Extremama Party w Olsztyńskiej Aquasferze. Uwielbiam wodę – dzięki mojemu cotygodniowemu chodzeniu na basen i spędzaniu wakacji nad wodą Kuba jest do niej przyzwyczajony i tak jak ja uwielbia wodne szaleństwa.
            W Aquasferze nie mogłam się doczekać na pierwszą w moim życiu lekcją na windsurfingu – ba pierwszy raz widziałam ten sprzęt tak blisko
J
Pan instruktor świetnie wszystko tłumaczył. A samo pływanie? Uff świetnie, że było na basenie bo to trudny sport i podziwiam wszystkich, którzy pływają na windsurfingu. Pełen szacun.
Jestem pewna, że to nie ostatnia lekja -  za fajnie było, aby na jednej poprzestać. Chętnie nauczę się podstaw tego sportu - w końcu uwielbiam deski.

Dzięuję ze swojej strony organizatorom za organizacje  !



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Mama Animatorką Dla Dzieci...





               Buszując w Internecie znalazłam kurs „ ANIMATOR CZASU WOLNEGO DLA DZIECI” w Gdyni . Mając dziecko zainteresował mnie ten temat. Spodobała mi się cena 190zł za kurs. Pomyślałam czemu nie – bardzo chętnie nauczę się nowych zabaw, aby wykorzystać je razem z moim smykiem.  Zapisałam się od razu! Sprawdziłam PKP – wszystkie połączenia były idealne, a koszt podróży niecałe 50 zł.
             Sam kurs trwał ok. 8 godzin z przerwą. Nauczyłam jak obchodzić się z dziećmi, jak się do nich zwracać prowadząc imprezę, malować „manekina”, robić mega bańki oraz zwierzaki  balonów modelinowych.
o Akademi Animatora słyszałam różne opinie. Ja pojechałam tam głównie dla mojego smyka, więc wiedza teoterytczna i praktyczna bardzo się przydała.


Rodzice! Polecam kształcić się dla swoich pociech w każdym kierunku


środa, 23 kwietnia 2014

Jestę blogerę....



                Blogerką jestem od niedawna. W zasadzie blog traktuje jako własny pamiętnik, w którym pragnę zapisać wszystkie ważne wydarzenia, chwile z naszego wspólnego z Kubusiem życia.
Kiedy Kuba dorośnie pokażę mu bloga, dzięki któremu dowie się jak było, gdy był malutki :)
Piszę go dla siebie i dla niego. Moim własnym stylem oraz częstymi błędami, związanymi również z braku wielu klawiszy w moim laptopie :)
              W marcu odbyło się spotkanie olsztyńskich blogerów. Bardzo się cieszę, że mogłam się na nim być! Spotkanie zorganizowały trzy świetne babeczki! Karolibu, Nisza oraz Extremama.
Spotkanie odbyło się w kawiarni:




Było smakowanie kawy, warsztaty z obróbki zdjęć, rozmowa o poprawnej polszczyźnie oraz na koniec pyszny lunch i preeezenty :)

Poznałam wiele wspaniałych blogerów, którzy bardzo dobrze się na tym znają - ja dopiero poznaje ten świat.

Ze swojej strony bardzo dziękuję organizatorom, partnerom oraz uczestnikom za wspaniale spędzony czas.

Ps pozdrowienia dla starszej Pani, która przytarła mi samochów. Wniosek - gdy pojazd nie ma możliwości dalszej jazdy z braku odpowiedniego miejsca - nie jedź.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Prawie trzylatek w teatrze lalek ....

               Kuba jest już w takim  wieku, gdzie mogę zacząć chodzić z nim w różne miejsca. Próbujemy różnych "wyjść" i zawsze wyciągam wnioski co mu się tam podoba, i czy w najbliższym czasie wrócimy do danego miejsca.
              Po kinie kolejnym naszym wypadem była pierwsza wizyta w teatrze lalek. Od rana mieliśmy ogromne przygotowania do tego wspaniałego miejsca.
Pamiętam jak byłam mała i moja ś.p Mama chodziła tam ze mną dość często. NIE NAWIDZILAM LAKIEREK! Ale teatr lalek był jedynym miejscem, do którego owe lakierki polerowałam :) W końcu trzeba było dobrze wyglądać.
Ale wróćmy do wyjścia z Kubusiem.


                                      
           Przed wyjściem opowiadałam mojemu małemu smykowi co to jest teatr, co tam zobaczy, jak trzeba się tam zachowywać i ... ubrać.  Pytając Kubusia co chcesz założyć do teatru odpowiedział: " Jak to mama co - krawat musze" ! :) Ubraliśmy się elegancko i ruszyliśmy do teatru na spektakl "Tymoteusz i Psiuńcio".
Jedynie czego obawiałam się udając do teatru, to reakcji Kubusia na pacynki - czy się po prostu nie przestraszy. Wniosek byłyby taki, że na jakiś czas teatr trzeba by było sobie odpuścić. W naszym przypadku było zupełnie inaczej!
W pierwszej kolejności siadały na sali grupy zorganizowane, potem osoby prywatne. Usiedliśmy na samej górze obok chłopca w podobnym wieku do Kubusia. To czego ja się obawiałam udzieliło się właśnie temu małemu brzdącowi, a nie mojemu smykowi :) Przez cały spektakl Kuba śmiał się tak głośno, aż osoby z dołu na nas zerkały. Rozpierała mnie ogromna radość, że moje dziecko jest bardzo szczęśliwe. Jak każda mama uwielbiam uszczęśliwiać swoje dziecko.


                                                       

         Wiadomo jak coś się zaczyna, to i się kończy. Po przedstawieniu udaliśmy się po nasze kurtki, aby w świetnych humorach udać się do domu zdać relacje dziadkowi. W momencie odbierania kurtek mina Kubusia stała się smutna, a było to za sprawą tego, iż chciał zobaczyć przedstawienie  JESZCZE RAZ! Musiałam coś wymyśleć, aby mój mały smyk chciał wrócić do domu i po prostu wyjść z teatru. Strzałem w dziesiątkę okazało się pójście i zapisanie na kolejną bajkę :)
Już w kwietniu wybieramy się na złotą rybkę :)